Szczęście w mikrochwilach zapisane
Niewiele chyba osób słyszało o glimmerach i triggerach. A szkoda, bo to niezwykle ważne dla naszego życia… mikrochwile. O tym czym się różnią od siebie, jaki mają wpływ na nas jak je rozpoznać i gdzie ich szukać rozmawiamy z Magdą Olech m.in. psycholożką, wykładowczynią akademicką i trenerką biznesu.

Odwieczne pytanie – jak złapać trochę szczęścia?
O to dobre pytanie! Najlepiej kierować świadomie nasz mózg, naszą uwagę na te mikrochwile wytchnienia, kiedy jest nam dobrze, spokojnie, a nawet błogo. Zauważać te momenty, nazywać je, fotografować. Odkładać do magazynu pamięci. Balsamować nimi nasz układ nerwowy. Łapać glimmery, jak pokemony!
Pokemony wszyscy znamy. Ale glimmery? A cóż to takiego?
Glimmery są przeciwieństwem triggerów.
Trigerrów? Kolejna zagadka.
Czyli elementów spustowych, które uruchamiają nas i potrafią wywołać w nas złość, niepokój, przygnębienie. Nasz układ nerwowy potrafi wychwycić triggery bardzo szybko i często nieświadomie, wpływając w sposób negatywny na nasz nastrój, nasze myśli i nasze samopoczucie jednocześnie. To może być mina naszego partnera, wspomnienie przykrego wydarzenia, niekiedy konkretne miejsce, zapach, dźwięk.
Czyli triggery to inaczej wyzwalacze zdenerwowania?
Tak! I skoro nasz układ jest w stanie uruchomić się pod wpływem triggerów, to podobnie jest z glimmerami. Tylko w przypadku glimmerów – przebłysków nasz układ nerwowy uspokoi się, wyciszy, odpocznie. Czyli są to chwile, mikromomenty, w których czujemy się dobrze, bezpiecznie. Jesteśmy zrelaksowani, odprężeni, odczuwamy łączność ze sobą, ze światem. To są te mikrochwile, mikrosekundy wytchnienia, w których czujemy spokój, relaks, ciszę, odprężenie, bezpieczeństwo.
Co jest źródłem glimmerów? Gdzie ich szukać?
Źródłem przebłysków może być wszystko: natura, uśmiech bliskiej osoby, zwierzęta, przyjazne dźwięki, zapachy, kolory, struktury.
Jak ułatwić układowi nerwowemu wychwytywanie takich mikrochwil?
Poprzez ćwiczenia uważności. Nazywanie takich momentów, rejestrowanie ich w pamięci sensorycznej i somatycznej. Możemy w sposób świadomy zapowiedzieć sobie, że dziś znajdziemy takie błyski i intencjonalnie ich poszukać, w tym co widzę, słyszę, w tym co jem, piję. W materiałach, ludziach, przestrzeniach jakimi się otaczam. Zarejestruję wszystko, co wywoła u mnie poczucie szczęścia, bezpieczeństwa, przynależności odprężenia. Dam układowi nerwowemu to zauważyć, nasycić się tym, zarejestrować taką mikrosekundę, pyłek, niemalże nieuchwytną ulotność tego doświadczenia. Można też prowadzić dziennik przebłysków.
Ja namawiam ludzi, z którymi pracuję terapeutycznie, by taki dziennik prowadzili, by rejestrowali takie chwile, zapisywali, robili im zdjęcia. Kolejnym sposobem może być wybieranie się w poszukiwanie glimmerów – przebłysków.
Można wybrać się samemu lub z bliską nam osobą i możemy razem uczyć się rejestrować takie chwile: na spacerze, wspólnej kawie, posiłku, przy słuchaniu muzyki. Ważne jest by wyartykułować to, czego teraz doświadczamy. I ostatnim ze sposobów, jaki proponuje autorka konceptu glimmerów Deb Dana, jest otworzenie się na nieznane, na niespodziankę. Ćwiczenie w sobie otwartości umysłu i otwartości zmysłów, by dać się zaskoczyć.
Do tego potrzeba mieć umysł i zmysły otwarte. Bo pamięć sensoryczna i somatyczna są największymi magazynami pamięci, które potrafią uruchomić nasz układ nerwowy w najmniej oczekiwanym momencie, ale potrafią też go wyciszyć i ukoić. Szukajmy takiego ukojenia na co dzień w mikrosekundach każdego błysku, którego doświadczymy.




